HAAST-FRANZ JOSEF GLACIER-GREYMOUTH-ARTURS PASS (28/02-2/03/09)

Wpisał lefcia, data Marzec 20th, 2009

Haast okazuje się byc rajem… dla tzw. sand flies, czegoś w rodzaju meszek. Do tej pory wiele razy byliśmy pogryzieni przez te krwiożercze bestie, ale nigdy tak dotkliwie. Część z nich udało nam się zlikwidować za pomocą preparatu w spreju (spryskaliśmy namiot w środku i zamknęliśmy wejścia – było słychać jak walczą o życie :) ) ale i tak niektóre przeżyły i odgryzły się w nocy. W międzyczasie zmienia się też pogoda na bardziej deszczową, więc decydujemy się złapać autobus do Franz Josef Glacier Village. Na miejscu załapujemy się cudem na lot helikopterem dookoła lodowców Fox i Franz Josef. Niestety pogoda nie pozwala na lot dookoła Mount Cook i wygląda na to, że w najbliższej przyszłości wszystkie loty są odwołane. Szybko podejmujemy decyzję i nie żałujemy. Wrażenia z lotu niezapomniane, lodowce z góry wyglądają na jeszcze bardziej majestatyczne. Po kilkunastu minutach lądujemy na lodowcu i mamy możliwość obcować ze śniegiem po raz pierwszy w tym roku!

Pogoda w dalszym ciągu parszywa, więc kontynuujemy podróż autobusem aż do Greymouth. Tam wysiadamy i już na rowerach zmierzamy w stronę Arturs Pass – chyba najbardziej słynnej przełęczy górskiej w NZ, którą mamy zamiar pokonać na rowerach. W Moana Bob decyduje się wsiąść do pociągu z naszymi bagażami, a ja kontynuuję podjazd sama, ale za to bez obciążenia, co czyni jazdę o wiele bardziej przyjemną. Pomimo wielu opinii napotkanych ludzi, Arturs Pass, 920 m npm, okazuje się dużo łatwiejsza do pokonania niż Crown Range, którą przejechaliśmy z pełnym obciążeniem. Po kilku godzinach w końcu docieram na szczyt

wcześniej pokonując 16% podjazd

Tuż za przełęczą jest mała wioska, w której zostajemy na noc. W dodatku okazuje się, że docieram tam przed Bobem, którego pociąg jest znacznie opóźniony! Wieczór świętujemy ginem z tonikiem, obserwując jak papugi Kea demontują zaparkowany obok pubu kamperwan :)

1 Jak dotąd, było komentarzy ↓

  1. mar
    21
    9:19
    PM
    keny

    Podjazdy konkret! W tym jeden 16% sama – no no :) Ten wcześniejszy 8 kilometrowy coś w stylu Przełęczy Karkonoskiej (najtrudniejszy podjazd asfaltowy w Polsce) :>

    I jeszcze te widoki. Lot śmigłowcem pomiędzy tymi górami to już chyba w ogóle bajka :O

Przypisz swojemu komentarzowi
<a href="" title=""><abbr title=""><acronym title=""><b><blockquote cite=""><cite><code><del datetime=""><em><i><q cite=""><strike><strong>
* = wymagane pole

Skomentuj / Leave a Comment