BLUFF-INVERCARGILL-TE ANAU (MILFORD SOUND) (18-22/02/09)

Wpisał lefcia, data Marzec 8th, 2009

Do Invercargill docieramy poznym popoludniem, akurat w sam raz, zeby zrobic zakupy. Kemping niestety tym razem jest dosc daleko od miasta, wiec w ramach wieczornej rozrywki wino kupujemy po drodze. W Invercargill dolaczaja do nas znajomi – Brian i Alison – z ktorymi jedziemy az do Te Anau. Pogoda nas nie rozpieszcza, pada praktycznie caly czas, ale na szczescie jedziemy z wiatrem, co znacznie skraca okres namaczania :) Podroz w wiekszej grupie jest bardzo przyjemna i pozwala nieco odpoczac od codziennej rutyny tylko w dwojke.

W Te Anau korzystamy ze znajomosci naszych znajomych i zatrzymujemy sie  w luksusowym letnim “domku”. Atrakcja okolicy jest przede wszystkim Milford i Doubtful Sound – tutejsze fiordy – ktore chcemy zobaczyc (Milford). Nie wybieramy sie tam na rowerach z kilku powodow: 100 km w jedna strone, powrot ta sama droga, co czyni trase nudna; droga jest niebezpieczna, pelno samochodow podrozujacych w obie strony, ponad kilometrowej dlugosci tunel, no i wiadomo: pogoda :) Rozwazalismy rozne mozliwosci dostania sie na miejsce, ale rozwiazanie przyszlo samo.
Dzieki innym znajomosciom naszych znajomych w kilka minut mamy zalatwiony (darmowy! – Dziekujemy) trasport busikiem i rejs statkiem po fiordach :)
Rano pedalujemy dziarsko przez strugi deszczu do centrum miasta, skad Simon, kierowca i kierownik wycieczki zabiera nas i 6 innych pasazerow do Milford Sound. Jest bardzo rodzinnie, Simon zacheca nas do zadawania pytan i zatrzymuje sie gdzie tylko zechcemy (zdjecia) plus inne, ciekawe miejsca. Do Milford docieramy akurat okolo poludnia i z autobusu przesiadamy sie na maly statek, ktory zabiera nas w rejs dookola Milford Sound. Leje caly czas, wiec mamy mozliwosc podziwiac spektakularne wodospady i … mgly.

W ciagu 1,5 h rejsu robimy mnostwo zdjec, nie przeszkadza nam w tym ulewny deszcz. Ja dodatkowo sprawdzam wodoodpornosc moich nowych ciuchow (kurtki i spodni), ktore ze wzgledu na pogode okazaly sie byc dobrem podstawowym, bez ktorego lepiej nie ruszac w droge. Nie udaje nam sie zobaczyc Mitre Peak, najslynniejszego i najwyzszego szczytu w Milford Sound  (i podobno najwyzszego na swiecie, ktory wystaje bezposrednio z wody), ale kapitan statku wynagradza nam to, podplywajac bardzo blisko kolonii fok, ukrywajacych sie wsrod skal fiordow.

W drodze powrotnej zatrzymujemy sie tuz za wspomnianym tunelem, gdzie mamy okazje zobaczyc kea – dzikie papugi gorskie, wystepujace tylko w NZ i tylko w ololicach Alp Poludniowych. Ptaszyska sa bardzo zabawne i ciekawskie. Slyna ze swojego zamilowania do wszelkiego rodzaju produktow gumowych, zwlaszcza opon i uszczelek samochodowych w autach niczego nie swiadomych turystow!

Gdzies przy koncu wycieczki udaje mi sie nawet zgubic jedna rekawiczke. Chyba z wrazenia.

1 Jak dotąd, było komentarzy ↓

  1. lut
    13
    8:57
    AM
    janusz

    n.z. 90% kraju nie ma zasiegu. zasieg tylko w miastach i na glównych drogach. czasem trzeba przejechac 100 km zeby miec zasieg. leje. nie mozna WOGÓLE wysiadac z auta bo meszki. zawsze i wszedzie. leje. nazi department of tourism zabrania wszystkiego, wszedzie. spanie na dziko to bullshit – albo masa niemców, albo o 6tej rano przychodzi nazi i daje mandat. leje. depresja. kilo baraniny w sklepie 40 dolarów. surowej. gotowej do jedzenia nie ma. kilo czeresni 40 dolarów. leje. benzyna w cenie europy, dwa razy wiecej niz w australii. 4 razy wiecej niz US. leje. meszki. cale fjordy nie maja dróg, sa niedostepne. meszki. leje. komary i baki w arktyce to zero w porównaniu do meszek. leje. zeby znalezc miejsce na noc, trzeba pojezdzic ze 2-3 godziny, wszedzie ploty i zakazy. wszedzie!!!!! aplikacje z miejscami do spania wysylyja wzystkich niemców na malutkie parkingi na 5 aut, stoi sie drzwi w drzwi, jak przed supermarketem. jak sie stanie z boku, to mandat. leje. meszki. nie mozna zagotowac wody bo meszki. i leje. trzeba przeskakiwac wyspe z poludnia na pólnoc, albo wschód zachód zeby nie lalo. n.z. jablka po 5 dolarów za kilo. te same jablka wszedzie indziej na swiecie po 1.50 dolara. aftershave za 50 dolarów w normalnym swiecie tam kosztuje 180.
    wszystkie mosty sa na jedno auto, poza Auckland. miasteczka wygladaja tak: bank, china takeout, empty store, second hand ze starymi smieciami, empty store, china takeout, second hand, bank and so on – kompletny upadek i depresja. pierwszy raz w zyciu kupowalem w second handzie. wejscie na gorace kapiele 100 dolarów. dwa razy psychopaci zagrazali mojemu zyciu (wyspa pólnocna, srodek-wschód), jeden z shotgunem. policja to ignoruje.
    co by tu jeszcze? jest pare dobrych rzeczy, wymieniam zle, bo NIKT tego nie mówi. bardzo latwo zarejestrowac auto, ubezpieczenia nieobowiazkowe i tanie. przeglad co 6 miesiecy. w morzu sie nikt nie kapie, poza surferami, zimno, prady. meszki doprowadzaja do obledu.nie ma na nie sposobu. wszedzie mlodociane adolfki. tysiacami. supermarkety, maja ich 3, sa tak zle,ze nie ma co jesc. marzy sie o powrocie do swiata i normalnym jedzeniu. ogólnie marzy sie o normalnym swiecie, caly czas odlicza dni do wyjazdu . w goracych wodach maja amebe co wchodzi do mózgu. no chyba ze sie zaplaci 100 dolarów za wstep, to mówia ze nie ma ameby

Przypisz swojemu komentarzowi
<a href="" title=""><abbr title=""><acronym title=""><b><blockquote cite=""><cite><code><del datetime=""><em><i><q cite=""><strike><strong>
* = wymagane pole

Skomentuj / Leave a Comment