Coromandel

Wpisał lefcia, data Styczeń 18th, 2009

Wszystko co dobre, kiedys sie konczy, wiec i to lepsze musialo wreszcie przyjsc :)

Dobre duchy czuwaja nad nami i zamiast wracac do Auckland promami, udaje nam sie zalatwic wodny transport z Great Barrier na Polwysep Coromandel. Regularne rejsy tam nie kursuja, choc to przyslowiowy rzut beretem. Alan, nasz przewoznik, zjawia sie z samego rana w Port Fitzroy, skad swoja lupinka ma nas zabrac do Port Jackson na Polwyspie C.

Lodeczka jest malutka, ledwie mieszcza sie na niej trzy osoby, dwa rowery i sakwy. Przeprawa trwa ok. 1,5 godziny, wiec nude zabijamy rozmowa. Okazuje sie, ze nasz dobrodziej byl kiedys postrzygaczem owiec w Australii. Jego rekord to 560 sztuk dziennie, jedna sztuka ponizej minuty! Trudno to sobie wyobrazic :)

W koncu dobijamy do brzegu, gdzie Alan niemal bezbolesnie wyrzuca nas na brzeg jak rozbitkow.


Dla rowerow juz nie tak bezbolesnie, bo morska woda nieco je nadgryza i wiele czesci pokrywa sie rdza. Wlaczajac lancuch.

Ladujemy wreszcie bagaze na rowery i ruszamy! Pierwsze kilometry ida ciezko – mamy zdecydowanie za duzo rzeczy (chociaz i tak czesc zostawilismy na Great Barrier), do tego te same szutrowe drogi i gory. Za to widoki!!! Zatrzymujemy sie praktycznie co kawalek, bo kazdy widok wydaje sie nam godny zdjecia. Szybko nam przechodzi – za duzo tego.

Przypisz swojemu komentarzowi
<a href="" title=""><abbr title=""><acronym title=""><b><blockquote cite=""><cite><code><del datetime=""><em><i><q cite=""><strike><strong>
* = wymagane pole

Skomentuj / Leave a Comment