Marzec 29th, 2009

...przeglądasz posty według dnia

 

ARTURS PASS-OXFORD-HANMER SPRINGS (3-6/03/09)

niedziela, Marzec 29th, 2009

Po wczorajszym “zdobyciu” Arturs Pass entuzjastycznie zbieramy się do kolejnego etapu podróży – według wszystkich znaków na mapie ma być w dół! I jest, tyle że znów pod wiatr. Otaczające nas góry nieco wynagradzają ciężką pracę przy pedałowaniu, podobnie jak pogoda, wreszcie słoneczna.

Po kilkunastu kilometrach wiemy już, że podjazd na przełęcz był łatwiejszy niż zjazd z niej. Jest późne popołudnie, a licznik pokazuje jedynie 40 km. Walczymy dalej, ale nie mamy wielkich nadziei na pokonanie kolejnej przełęczy (Porters Pass-945 mnpm) przed wieczorem. Coraz silniejszy wmordewind zatrzymuje nas w miejscu. Ciężko dysząc obserwujemy remontujących ten odcinek drogowców, którzy zatrzymują się przy nas, żeby pozbierać swoje zabawki. Chwilę rozmawiamy, po czym wpraszamy się na stopa :) Chłopcy ładują nasze bagaże i rowery na pakę i ruszamy! Jak się okazuje, mamy więcej szczęścia niż rozumu, tuż przed przełęczą pogoda zmienia się drastycznie – pada ulewny deszcz i temperatura spada do ok. 15 st C!

Nadciągająca burza

Nadciągająca burza

Nasz kierowca – Greg, proponuje nam podwiezienie ok. 20 km dalej niż zamierzaliśmy – do Oxford, gdzie mieszka, z czego skwapliwie korzystamy! W dodatku “załatwia” nam nocleg. Podwozi nas do domu, w którym kiedyś mieszkał, a który obecnie ma być czymś w rodzaju domu kultury, w którym możemy przenocować. Na miejscu okazuje się, że dom ktoś kupił i przemianował na farmę organiczną. Grega to nie zraża, szybko odnajduje gospodarza i wprasza nas na nocleg. Ian, właściciel,  nieco zdziwiony naszym pojawieniem się, szybko się zgadza i prowadzi nas do środka! Dom to własciwie zaniedbana chata, ale powoli Ian oraz 3 inne osoby pracują nad doprowadzeniem go do porządku. Poprzedni właściciele (gdzieś pośrodku hippi i wyznawców Buddy) doprowadzili dom do ruiny, ale też pozostawili po sobie kolorowe ściany domu i werandy dookoła, gdzie można prażyć się w słońcu.

Właściciele oferują darmowy nocleg w zamian za pracę na farmie. Ponadto planują uruchomić coś w rodzaju hostelu dla turystów. Wieczór spędzamy wygrzewając się przy kominku i rozmawiając. Pomimo noclegu pod dachem, zimna noc daje nam się we znaki i z trudem wypełzamy ze śpiworów. Kiwi nie stosują w swoich domach ogrzewania, ewentualnie kominek lub elektryczne koce, więc zima może dać się we znaki! Kiedy w końcu wychodzimy na zewnątrz okazuje się, że jest bardzo ciepło. W końcu rozstajemy się z naszymi gospodarzami i ruszamy w drogę. Dla odmiany jest płasko i znów pod wiatr! W końcu docieramy do Hanmer Springs, skąd chcemy ruszyć szutrową drogą przez góry. Rainbow Road polecało nam wielu rowerzystów, więc postanawiamy spróbować.