Polska

...przeglądasz posty według kategorii

 

Zmagań ciąg dalszy

środa, Listopad 19th, 2008

Śpieszę z kolejnymi doniesieniami z placu boju :)

Biurokracja idzie mi jak krew z nosa… Praktycznie wszystko, co miałam do załatwienia w kwestii papierowej (dokumenty, skany, ubezpieczenie, zaświadczenia, cuda na kiju) – mam do załatwienia.

Zadania praktyczne nieco lepiej. Rower gotowy :)

Teraz muszę jeszcze go przetestować, co może być trudne w obecnych warunkach pogodowych :) Ale trzeba twardym być a nie miętkim. Podobno.

Sorry! Only in Polish.

Nowa odsłona

sobota, Listopad 8th, 2008

Po długim i dogłębnym procesie tentegowania w głowie* zapadła decyzja o zmianie bloga na …. blog inaczej, któremu bliżej do własnej strony. Zatem niniejszym można adres lefcia.travellerspoint.com uznać za martwy i w “ulubione zakładki” wstawić lefcia.pl :)

Dziękujemy sponsorom za udostępnienie serwerów i innych badziewi, które trzymają tą całą sieć w kupie oraz grafikowi-czarodziejowi, który zapewnił słońce i palmy na całej trasie.

*wtajemniczeni wiedzą, a dla reszty informacja, iż autora szukać trzeba na Madagaskarze ;)

Muszę się odchudzić! (tylko jak??)

wtorek, Październik 21st, 2008

Mam problem.

W sumie to i tak jestem zdziwiona, że dopiero teraz, ale kiedyś musiało to nastąpić.

A zatem – mam problem. Muszę się odchudzić. No, w zasadzie nie siebie, ale rower. A raczej nie rower, tylko cały bagaż, który ma służyć mi za dobytek….

Co tanie, może okazać się drogie. Korean Air, linie którymi lecimy, oferują bardzo chętnie i bezpłatnie transport roweru, ale…
Ale tylko, jeśli zmieści się w limicie 20 kg bagażu rejestrowanego, czyli tego, który trzeba oddać do luku bagażowego. Każdy kilogram ponad limit = 60 funciaków ekstra.
Po próbnym ważeniu w trakcie wakacyjnego lotu wyszło 23 kg samego roweru z pustymi sakwami na bagażniku i spakowanego do torby…

Korean Air dopuszcza jeszcze 12 kg na tzw. bagaż podręczny, który wniosę ze sobą do samolotu. Nie ma wyjścia. Wszystko muszę zmieścić w podręcznym. To dopiero jest wyzwanie! Spakować się w 12 kg na 3 miesiące!

Dziadek Boba, który dużo podróżował, aby zaoszczędzić na wadze bagażu przecinał szczoteczkę do zębów na pół i brał tylko tę część z włosiem :)

Podobno każdy pomysł dobry! Czekam na porady: lefcia@42below.pl

O co chodzi z tym tytułem?…

wtorek, Październik 14th, 2008

No właśnie! Zaczęło się. Ledwo upubliczniłam dziewiczy blog, już musiałam się tłumaczyć.

Na razie z tytułu, ale kto wie? Może trzeba będzie zeznawać i inne szczegóły!

A zatem skąd ten tytuł?

Ekipa wyprawowa (hi, hi) jest raczej trunko-lubna.
Moje sympatie wywodzą się z dawnego Klubu Turystyki BRowerowej (pozdrawiam!), a Szkoci wiadomo – za kołnierz nie wylewają.
W takim składzie trzeba będzie pokosztować promilowych wyrobów nowozelandzkich.

42 Below to nowozelandzka wódka, której nazwa oznacza z kolei geograficzne położenie tamtejszych bimbrowni :)

Wszak Nowa Zelandia leży poniżej 42 równoleżnika!

Więcej szczegółów można wysączyć ze źródełka tutaj www.42below.com

O rezultacie badań naukowych i testów nad jakością trunków będę informować na bieżąco po 3 stycznia 2009 r.

Pakowanie – cz. 1

sobota, Październik 4th, 2008

Spakowany rower :)

Tak wyglądał przed wyjazdem na wakacje. Przy odrobinie wysiłku całkiem zgrabny pakunek z tego wyszedł.
Najważniejsze, że rower przetrwał podróż na trasie Polska-Wielka Brytania bez najmniejszych problemów.

Zobaczymy, jak sobie poradzą z nim Koreańczycy w drodze do Auckland.

No to stało się!

sobota, Sierpień 2nd, 2008

Od pierwszego wpisu upłynęło trochę czasu, więc trzeba wreszcie przejść od słów do czynów.

Bilety kupione – ruszamy 1 stycznia! Niezły początek nowego roku, kilkadziesiąt godzin w podróży, ale w tym przypadku cel uświęca środki ;)

Urlop załatwiony (niemalże!), zatem wszystkie formalności dograne. Teraz tylko zebrać trochę informacji, spakować się i fiu….

Pierwszy raz….

niedziela, Kwiecień 20th, 2008

Ufff…..
Blog założony i trzeba wreszcie wpisać pierwszy post.

Pomysł na wyprawę rowerową dookoła Nowej Zelandii zaczerpnęłam od Ady i Kuby Postrzygaczów. I pomyślałam – czemu nie?
Trochę to trwało, ale w końcu decyzja zapadła – ruszam w styczniu 2009!
Tak, tak, wiem, jeszcze mnóstwo czasu, ale i do uporządkowania i zrobienia wiele rzeczy: praca, mieszkanie, kasa, bilety lotnicze itp.

A skąd pomysł na blog? Otóż moja mamusia nie mogłaby wytrzymać bez wieści ode mnie :)

Plan jest prosty – objechać obie wyspy Nowej Zelandii dookoła, może również postawić stopę (a raczej koło) na trzeciej – Steward Island, zobaczyć wszystko, co tylko będę mogła i poznać ten egzotyczny dla nas kraj. W końcu z Polski dalej już nie można!